Serdecznie zapraszam do czytania mojego bloga. Posty będą zamieszczane często(2/tydzień). Jeśli Wam się spodoba dodawajcie komentarze(lub wciskajcie reakcje), a wtedy będzie mi bardzo miło. Możecie również kontaktować się ze mną(dane w rubryce 'o mnie') lub śledzić na twitterze (@JnnRock). Wszystkim chętnie odpiszę ;)
Oprócz tego bardzo dziękuję za odwiedzanie i komentowanie bloga. Nigdy nie myślałam, że moje 'wypociny' przeczyta tak dużo osób. Nie jestem pewna czy jest w tym trochę mojej pasji, ale lubię pisać tego bloga. Od czasu do czasu wczuwam się w główną bohaterkę i jest to bardziej moi niż pisanie na konkursy literackie. Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz, bo dzięki nim uśmiecham się zawsze jak tu wchodzę i naprawdę daje mi to dużo wewnętrznego szczęścia, kiedy widzę choć jeden pod najnowszą notką. Gdy są trzy umieram już z podniecenia i myślę, że wolę moje trzy od trzydziestu na innym blogu, bo tutaj widzę osoby, które komentują już od pierwszych postów.
Chciałabym podziękować też osobom, które mnie inspirują, bo to dzięki nim stwarzam coraz bardziej rozwinięte i moim zdaniem ciekawsze postacie. Jestem również wdzięczna wspierającym i pomagającym mi, w szczególności K. i N.


Na koniec mam malutką prośbę. Chciałabym, dla własnej satysfakcji, zyskać większą ilość czytelników i to byłoby bardzo miłe gdyby ktoś skomentował mój blog na swoim lub umieścił gdziekolwiek link. Po prostu sama nie wiem co zrobić i proszę o małą pomoc.
Z góry dziękuję.


Peace&Love
J.


20 października 2012

RODZIAŁ 99


Wszystko zrobiłam tak jak ustaliliśmy. Kiedy wylądowaliśmy od razu wyszłam z samolotu, szybko przeszłam przez wszystkie bramki i ruszyłam do samochodu. Czemu wszyscy mają tam wielkie czarne samochody? Szukanie tego właściwego trochę zajęło, bo było tam pełno podobnych. Wreszcie udało mi się zlokalizować ten właściwy i wsiadłam do niego. Siedziałam i siedziałam, a po Biebsie ani śladu. Może trochę przesadzałam, ale mi zajęło to dużo krócej. Wreszcie widzę, że ktoś się zbliża.
-Czemu tak długo?-zapytałam.
-Demi Lovato leci do Europy i pełno tam tych bestii. Musieli pomóc mi wyjść, bo do mnie też się uczepili. Ale nieważne. Teraz jedziemy do domu.
Od razu poczułam, że otocznie się zmieniło. Były okropne korki, duże budynki i upał. Wyjechaliśmy ze ścisłego centrum i ruszyliśmy w zupełnie inną stronę niż myślałam.
-To to mieszkanie jest gdzieś dalej od centrum? To w sumie dobrze. Nie będzie aż tak dużo ludzi i hałasu.-uśmiechnęłam się.
No muszę przyznać, że byłam maksymalnie podekscytowana. Ale podróż dłużyła się i dłużyła. Zaczynałam już wątpić, czy on wie gdzie mamy właściwie jechać. Kiedy byliśmy już w połowie drogi donikąd Justin kazał mi zawiązać przepaską oczy. Byłam za bardzo przemęczona na dodatkowe atrakcje. Chciałam tylko zobaczyć ten apartament. Od kolejnych zakrętów robiło mi się już niedobrze. W końcu samochód zwolnił, znowu przyśpieszył i nareszcie zatrzymał się. Justin pomógł mi wyjść z samochodu, a potem prowadził za rękę. Nagle wziął mnie na ręce i wykonywał kilka dziwnych ruchów. Wreszcie zaczął próbować zdjąć z moich oczu bandamkę. Cały czas miałam zamknięte oczy.
-Otwieraj oczy-powiedział.
Przed oczami zobaczyłam gigantyczną przestrzeń.
-Nieee!-krzyknęłam.
Stojąc już na własnych nogach obróciłam się wokół własnej osi. To nie było trzypokojowe mieszkanie. Zaniemówiłam.
-Powiedz coś-nakłaniał Justin.
-Czemu ty mi to robisz? Oszukujesz na każdym kroku.-obejmując jego szyję i mówiłam prosto w oczy.-”Nieduże mieszkanie, dobre na początek”-zacytowałam.-Człowieku! Oszalałeś!
-Chciałem żeby twoi rodzice traktowali mnie poważnie. Kiedy powiedziałam twojemu tacie, że kupiłem dom z sześcioma sypialniami, on spojrzał na mnie jak na idiotę, więc powiedziałem, że to był żart. W mieszkanie uwierzyli, więc pomyślałem, że mogę trochę nagiąć prawdę.
-Sześć sypialni? Sześć... Rozumiem, na każdy dzień roboczy plus weekend? Justin, ty jesteś idiotą.
Był taki szczęśliwy, że uśmiech nie schodził mu z ust. Od razu pocałował mnie i ciągnąc za rękę zaczął oprowadzać mnie po całym domu. Na początku wielki salon, ogromny z szarymi kanapami, kominkiem i kolorowymi ramkami na jednej ze ścian. Zdjęć w sumie jest czterdzieści osiem, osiem na sześć. Są to nasze zdjęcia od urodzenia aż do ślubu. Na innej ścianie są książki, filmy i płyty. Książek jest stanowczo za dużo jeśli chodzi o Justina, bo nie ma na nie czasu. Na trzeciej są jakieś inne meble, wielki telewizor i projektor. Mimo wszystkich rzeczy całość wygląda nawet minimalistycznie, bo pokój ma ze sto metrów kwadratowych. Potem kierujemy się do kuchni, która jest cała biała z szarymi blatami, maksymalnie nowoczesna. Od razu słyszę w głowie głos mamy, że to głupota bo od razu będzie brudno. Po środku jest wyspa ze zlewem i trzema deskami do krojenia. Przez ściankę oddzielona jest jeszcze jadalnia ze stołem za dwanaście osób, która jest już trochę w cieplejszych kolorach. Następnie Justin pokazuje mi trzy sypialnie dla gości z dwoma łazienkami. Wszystkie są tak schludne jak te hotelowe. Duże drewniane łóżka, lampki nocne. Potem kierujemy się na górę gdzie są kolejne dwie. No i na koniec główna sypialnia. Łózko ma ze trzy metry szerokości i tyle samo długości, jest olbrzymie. Nie mogę patrzeć na te niesamowitości. Łazienka również zapiera wdech w piersiach. Jest marmurowa z olbrzymią, owalną wanną po środku i kabiną prysznicową 4x2 metry. Oczywiście dwie umywalki i toaleta, która wygląda na równie niesamowitą. Jak domy mogą tak wyglądać? Wpakowałam się do wanny i przyglądałam się wszystkiemu. Bieber oparł się o jedną z szafek i przyglądał mi się z założonymi rękoma i satysfakcją w oczach. Przez okno wyjrzałam na zewnątrz. Po chwili tam ruszyliśmy. Na tyłach domu znajdowało się miejsce na imprezy z grillem, stołami itp. Zaraz pojawił się też basen z wydzielonym jacuzzi. Oczywiście basen nie wyglądał normalnie, miał kształt podwójnej laguny. Nie wytrzymałam i wskoczyłam jak stałam do wody. Myślałam, że zaraz zemdleję albo będę mieć atak serca. Nie wiedziałam co ze mną się dzieje. Wszystko było takie surrealistyczne, bo przecież jeszcze kilkanaście godzin wcześniej żegnałam się z hotelowym pokojem, który wydawał mi się taki magiczny, a tu się okazuje, że mam mieszkać w takim pałacu.
Dalej nie wierzyłam, że ludzie tak mieszkają. Człowiekowi wystarcza przecież skromny materac żeby się jako tako wyspać, a tu jej do dyspozycji ich aż sześć, z których każde pomieści ze trzy osoby. Po gapieniu się przez dziesięć minut na sam dom podpłynęłam do granicy basenu, która wychodziła na piękny widok jeziora. Nie powiem, że od zawsze marzyłam o takim basenie, który kończy się i dalej wszystko idzie w dół. O takich rzeczach nawet się nie marzy.
-Chyba ci się podoba, co nie?-zapytał Justin z uśmiechem.
-Weź ty mnie nawet nie pytaj.
-A to jeszcze nie koniec. Nie myślałem, że wskoczysz do basenu.
-Ja myślałam, że będę mieszkać trochę inaczej. Do prawie osiemnastki mieszkałam na siedemdziesięciu metrach, a tutaj chyba ta główna sypialnia jest niewiele mniejsza z łazienką.
-Będziemy tutaj super żyć, uwierz mi.-podał mi rękę i pomógł wyjść z basenu.
W jego ręce nagle pojawił się ręcznik nie wiadomo skąd, który zarzucił mi na kark. Rozpoczęła się część druga wycieczki. Na początek domowe SPA z dwoma łóżkami do masażu i sauną. Potem siłownia. A na sam koniec weszliśmy do ciemnego pomieszczenia. Bieber zapalił słabe światło i pokazał się rząd foteli. Kolejny guzik i z sufitu zjeżdża olbrzymi ekran.
-A to jest nasze kino-uśmiechnął się szeroko.
-Tobie to chyba wszystko mogę wcisnąć. Po co nam własne kino?-zaśmiałam się i rozsiadłam w jednym z foteli.-Czy bardziej nie przydałoby ci się może studio nagraniowe?
-Masz świętą rację. Nie pomyślałem o tym.
-Pewnie gdzieś tu jest, prawda?
-No tak-zaśmiał się na cały głos.
Musiał być równie podekscytowany co ja. Nie dziwiłam się mu już tak bardzo, że chciał jak najszybciej jechać do LA. Justin żeby wszystko mi bardziej pokazać wyświetlił na komputerze w studiu plan całego domu. Oczywiście wszystko można sterować komputerowo i w paru miejscach są kamery. Przykładowo pozapalał światła koło basenu i pozaciągał zasłony w salonie. Na całe szczęście kamer w łazienkach i sypialniach nie było. Czułabym się jak w Bigbrotherze. Pokazał mi jak całość wygląda z lotu ptaka. Wszędzie były podpisy, z których dowiedziałam się ciekawych informacji. Uwaga, uwaga! Miałam mieszkać na wzgórzach Hollywood w domu z widokiem na jezioro Hollywood. No i jak tu nie zwariować. Dodatkowo Justin w tym swoim studio powystawiał swoje wszystkie nagrody i płyty. Nie wiedziałam, że jest ich aż tyle. Okazało się, że tylko ja tu jestem od czapy. Świat jest szalony.
-Wiem, że pewnie cię to bardzo nie interesuje, ale jest jeszcze garaż. Chcesz się przejść i zobaczyć?
Sama nie wiem czego się spodziewałam, ale stało tam pięć samochodów.
-Opowiedz o nich jak w MT Cribs-poleciłam.
-A więc stoi tutaj Porsche 997 Turbo. Może osiągnąć 200 km/h w niecałe 13 sekund. Dalej Ferrari 430, Lamborghini Gallardo od mojego serdecznego przyjeciala P.Diddiego. Tutaj, te połyskujące cudo to hybryda Fisher Karma. Następnie Batmobile czyli Cadillac CTS-V Coupe. Na koniec mój Ducati 848 Evo, na którym można rozpędzić się do 276 km/h. Oczywiście na zewnątrz stoi jeszcze Range Rover Eoque, którym przyjechaliśmy i jeszcze jedno maleństwo.
Wyszliśmy przed dom, a tam stoi jeszcze Mercedes z czerwoną, wielką kokardą.
-O nie-szepnęłam.
-O tak-zaśmiał się.- To jest twój pierwszy samochód. Myślę, że ci się spodoba. Chyba jest dość dziewczęcy.
Czemu on musi tak wydawać pieniądze. Czy jest już tak bogaty, że kupuje co mu stanie na drodze. Przecież ja nie potrafię nawet dobrze jeździć. Cisnęło mi się na język żeby zapytać ile kosztuje to czy to. Jednak wolę nie wiedzieć. Samochód był jak marzenie. Wsiadłam do niego i chwyciłam kierownicę. Justin wyjął kluczyki i nakazał mi odpalić. Silnik miło zawarczał. Zaniemówiłam na kolejne dziesięć minut.

7 komentarzy:

  1. super kocham cię dziewczynoooooooo kiedy następny odpisz

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziasiaj wstawiłam dwa, więc następny będzie jakoś w połowie tygodnia(maksymalnie). Muszę się trochę zająć promocją bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebity czekam na nn

    OdpowiedzUsuń