Serdecznie zapraszam do czytania mojego bloga. Posty będą zamieszczane często(2/tydzień). Jeśli Wam się spodoba dodawajcie komentarze(lub wciskajcie reakcje), a wtedy będzie mi bardzo miło. Możecie również kontaktować się ze mną(dane w rubryce 'o mnie') lub śledzić na twitterze (@JnnRock). Wszystkim chętnie odpiszę ;)
Oprócz tego bardzo dziękuję za odwiedzanie i komentowanie bloga. Nigdy nie myślałam, że moje 'wypociny' przeczyta tak dużo osób. Nie jestem pewna czy jest w tym trochę mojej pasji, ale lubię pisać tego bloga. Od czasu do czasu wczuwam się w główną bohaterkę i jest to bardziej moi niż pisanie na konkursy literackie. Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz, bo dzięki nim uśmiecham się zawsze jak tu wchodzę i naprawdę daje mi to dużo wewnętrznego szczęścia, kiedy widzę choć jeden pod najnowszą notką. Gdy są trzy umieram już z podniecenia i myślę, że wolę moje trzy od trzydziestu na innym blogu, bo tutaj widzę osoby, które komentują już od pierwszych postów.
Chciałabym podziękować też osobom, które mnie inspirują, bo to dzięki nim stwarzam coraz bardziej rozwinięte i moim zdaniem ciekawsze postacie. Jestem również wdzięczna wspierającym i pomagającym mi, w szczególności K. i N.


Na koniec mam malutką prośbę. Chciałabym, dla własnej satysfakcji, zyskać większą ilość czytelników i to byłoby bardzo miłe gdyby ktoś skomentował mój blog na swoim lub umieścił gdziekolwiek link. Po prostu sama nie wiem co zrobić i proszę o małą pomoc.
Z góry dziękuję.


Peace&Love
J.


20 czerwca 2011

ROZDZIAŁ 87

Nagle coś zaczęło mnie szturchać. Otworzyłam delikatnie oczy i z uśmiechem otworzyłam delikatnie oczy myśląc, że to mój ukochany mnie budzi.
-Cześć Kasiu-zobaczyłam Pattie-chyba śniło ci się coś sympatycznego.
-Oo, Pattie. Dzień dobry-odpowiedziałam po chwili, bo na początku musiałam się pogodzić z faktem, że to nie Justin z miękkimi ustami i ciepłym dotykiem.
-Już 8, a dziś czeka na nas sporo rzeczy, ale nie przejmuj się, bo masz póltorej godziny żeby się dobudzić uśmiechnęła się pogodnie.
-Dobrze-odpowiedziałam delikatnym uśmiechem-Pattie, chciałam ci bardzo za wszystko podziękować -zatrzymałam ją kiedy chciała już wychodzić z mojego pokoju-Wychowałaś naprawdę wspaniałego mężczyznę i bardzo przepraszam, że zdarzyło mi się go nie doceniać. On jest najlepszą rzeczą jaka mi się przydarzyła i bardzo go kocham. Obiecuję, że nigdy was nie zawiodę. Dziękuję, że pozwoliłaś nam na ten ślub i wszystko inne. Wiem, że to dla ciebie ogromny krok, bo teraz twój synek, który przeszedł tak wielką drogę, ustatkuje się ze mną i to, nie kłamiąc, ogranicza rolę matki.
-Kasia, ja cię bardzo nie lubiłam. Chyba jeszcze bardziej jak twój tata Justina-posłała mi zabawne spojrzenie-potem zaczęłam się przyzwyczajać kiedy spędzaliście razem wakacje, ponieważ myślałam, że i tak nie przetrwa to długo, bo zauważyłaś już pewnie jak się kończą takie związki. Potem nagle wyjechałaś i w głębi duszy zaczęłam się z tego powodu cieszyć. Justin chodził markotny, bo to ty dawałaś mu najwięcej szczęścia, nie emocji i przygód, ale właśnie takiej radości z życia. Pamiętam jak patrzyłam na niego, a on na koncercie tylko czekał aż się skończy cała otoczka związana z gwiazdowaniem i choć schodził z wewnętrznym zmęczeniem i niekoniecznie dobrym samopoczuciem oraz humorem to prawie biegł by zobaczyć ciebie i pobyć przez chwilą i w tamtej chwili miał na twarzy taki uśmiech, którego nigdy wcześniej nie widziałam. To był dla niego ogromny cios i był zły na wszystko, ba nawet odwołał koncerty, czego nigdy nie robił. Mimo tego i tak cieszyłam się z twojego odjazdu. Myślałam, że znowu będziemy siebie bliżej, ale w rzeczywistości było całkowicie na odwrót, bo stał się dla mnie wręcz nie miły i pyskaty. Jeszcze bardziej cię nie znosiłam. Potem kiedy znowu się zeszliście, w tym momencie kiedy weszliśmy wszyscy do pokoju, w którym wy znowu się całowaliście, prawie wybuchłam. Co działo się dalej już wiesz, ale w tej chwili chcę cię przeprosić za wszystko. Żałuję, że pewien rozdział mojego życia-macierzyństwo się kończy, bo to ty będziesz się teraz opiekować tym moim zakręconym, czasem nienormalnym, denerwującym synem-uśmiechnęła się, a w jej oczach były łzy.
-Obie go kochamy. Będziemy wszyscy szczęśliwą rodziną-też poczułam łzy.
Po chwili obie płakałyśmy. Następnie do pokoju weszła moja mama i też zaczęła płakać. Ona też wszystko przeżywała i skończyło się na tym, że wszystkie beczałyśmy. Wielkich powodów do płaczu nie było, ale tak wyszło. Do tej pory nie wiem dlaczego mama płakała, bo mogła albo podsłuchiwać, albo sama była w takim nastroju. Po jakimś czasie wszystkim nam zmienił się całkowicie nastrój i wspólnie jadłyśmy w kuchni tosty. Takie zmiany nastoju i kobiet są naprawdę śmieszne, ale było to ważne wydarzenie,  ponieważ przez mój ślub z Justinem z jednej strony dwie rodziny się rozpadały, a z drugiej tworzyła się zupełnie nowa. Pattie powiedziała, że ten dzień jest naszym dniem, który spędzimy jedynie we trzy, bo Justin z tatą gdzieś pojechali. Troszkę się zmartwiłam, bo nie miałam bladego pojęcia co mogli razem robić, a z innej strony brakowało mi JB. Na początku Pattie opróżniła zawartość swojej wielkiej torebki i cały stół pokryło kilkanaście magazynów o ślubach. Otoczyłyśmy je i każda brała po jednym i przeglądając mówiła co jej się podoba, a co śmieszy. Było to dla mnie bardzo nienaturalne, bo planowanie ślubu było takie nagłe i nie do końca byłam do tego przygotowana. Po dwóch godzinach przyszła pora na wybieranie kwiatów, ozdób itp. Z natłoku niezwykle pięknych rzeczy nie mogłam stwierdzić co podoba mi się najbardziej. Mamy trochę się posprzeczały o kolory, ale w końcu wspólnie stwierdziłyśmy, że jasny lila kokardek i małych ozdób będzie dobrym rozwiązaniem. Jeśli chodzi o kwiaty to chciałam wyrazistej zieleni łodyżek i białych kwiatów jak na przykład róże. Mama nie była tego pomysłu zbyt pewna, bo powiedziała, ze wolałaby odcienie złota i czerwieni w kwiatach. Ja, poparta przez mamę Biebsa, postawiłam na swoim. Nie miałam jednak pojęcia ile czasu zajmuję przygotowanie tych wszystkich pierdółek. Od razu ruszyłyśmy taksówką do jakiegoś sklepu z ozdobami ślubnymi. Wszystko było tam piekielnie drogie, ale zaczęłam się już przyzwyczajać do myśli ślubnej i zrobiłam się bardzo wybredna. Anorektycznie chuda sprzedawczyni zaczęła pokazywać zdjęcia dostępnych dodatków. Część z nich była do niczego, bo albo jechało od nich jakimś wiejskim klimatem, albo były tak fikuśne, że nie dało rady na nie patrzeć. Niestety w tym sklepie nie było nic odpowiedniego, więc byłyśmy zmuszone do pojechania gdzie indziej. Następny sklep był bardzo przestszenny i było tam bardzo minimalistycznie co od razu przypadło mi do gustu. Miły sprzedawca, chyba gej, zaczął prezentować mi najpiękniejsze koronki i wstążki jakie w życiu widziałam.
-To. To. I to-pokazałam na produkty, które mnie olśniły swoim nierzeczywistym blaskiem.
-Dobry wybór-uśmiechnął się-cena jest w miarę przystępna jak na materiał, więc macie panie dziś szczęście. Na kiedy i ile?
-Chcemy użyć ich do 120 małych stroików, 40 ozdóbek do ławek w kościele i siedem dużych do kwiatów -odparła Pattie-chcemy je mieć w ciągu dwóch tygodni czyli do 20. czerwca.
-Ile?!-razem ze sprzedawcą popatrzyłam na nią wielkimi oczami.
-Wiedzą panie, to bardzo duża liczba. Chodzi o to, że ilość materiału jest ograniczona i trzeba sprowadzać go zza granicy-zaczął lekko niespokojnie poprawiać idealnie zielonkawy krawat-nie wiem czy zdążymy, a wręcz w to wątpię. Bardzo mi przykro.
międzynarodowe-zaczęła mówić mama-myślę, że jeśli nie wyjdzie to sprawy państwowe mogą się pogorszyć.
-Czy to aż tak ważne?-zapytał lekko zdenerwowany.
-Ważne? Pff, to jest b-a-r-d-z-o ważne-odpowiedziała.
Robiła przy tym taką minę jakbym była córką Bóg wie kogo. W sumie moja mama była dobra w robieniu dziwnych min i facet się nabrał. W końcu okazało się, że materiały znajdą się bez problemu i dodatkowo dostałyśmy zniżkę. Sprzedawca na pożegnanie dokładnie nas ucałował i mogłyśmy wyjść. Od razu razem z Pattie wybuchłyśmy śmiechem, bo doszedł do nas komizm mamy. Ona też się po chwili uśmiechnęła i powiedziała, że w innym wypadku ten 'laluś' niczego by nie załatwił, a teraz się boi i wyobraża ślub z  Obamą jako gościem, więc miałyśmy pewność, że materiały będą idealne. Zbliżał się już wieczór, więc wstąpiłyśmy do kawiarenki najbliżej salonu i zjadłyśmy po wielkim kawałku ciasta i herbacie. Nagle kiedy kończyłyśmy Pattie zapytała czy mamy ochotę na zakupy. Nawet będąc zmęczona zakupów sobie nie odpuszczę, więc od razu się zgodziłam. Mama przez trochę kręciła nosem, ale nawet nie wiedziała jak opłacą jej się te łowy. Od razu zadzwoniłyśmy po taksówkę i po godzinie jazdy, która była spowodowana korkami, byłyśmy w centrum handlowym. Obeszłyśmy pełno sklepów. Na chwilę weszłyśmy do sklepu z piękną bielizną i niektóre sztuki aż do mnie krzyczały. Wiedziałam, że Justinowi też by się spodobały. Miałam przez chwilę w głowie to co czeka każdą parę po ślubie czyli noc poślubna. Nieukrywając pragnęłam już jej. Od kupienia powstrzymała mnie jednak obecność mam, bo jedna z nich była moją rodzicielką i trochę dziwnie byłoby mi kupować coś tak podkreślającego role podniecania myśli mężczyzn, a druga mamą mojego wybranka co było nie mniej niekomfortowe.

UWAGA! Kolejne rozdziały tego opowiadania pojawiają się po dodatkowych historiach, które polecam ominąć i czytać rozdział 88 :) <link do rozdziału 88>

2 komentarze:

  1. super! kocham tego bloga! jest genialny

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następna notka?! ;D

    OdpowiedzUsuń