Serdecznie zapraszam do czytania mojego bloga. Posty będą zamieszczane często(2/tydzień). Jeśli Wam się spodoba dodawajcie komentarze(lub wciskajcie reakcje), a wtedy będzie mi bardzo miło. Możecie również kontaktować się ze mną(dane w rubryce 'o mnie') lub śledzić na twitterze (@JnnRock). Wszystkim chętnie odpiszę ;)
Oprócz tego bardzo dziękuję za odwiedzanie i komentowanie bloga. Nigdy nie myślałam, że moje 'wypociny' przeczyta tak dużo osób. Nie jestem pewna czy jest w tym trochę mojej pasji, ale lubię pisać tego bloga. Od czasu do czasu wczuwam się w główną bohaterkę i jest to bardziej moi niż pisanie na konkursy literackie. Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz, bo dzięki nim uśmiecham się zawsze jak tu wchodzę i naprawdę daje mi to dużo wewnętrznego szczęścia, kiedy widzę choć jeden pod najnowszą notką. Gdy są trzy umieram już z podniecenia i myślę, że wolę moje trzy od trzydziestu na innym blogu, bo tutaj widzę osoby, które komentują już od pierwszych postów.
Chciałabym podziękować też osobom, które mnie inspirują, bo to dzięki nim stwarzam coraz bardziej rozwinięte i moim zdaniem ciekawsze postacie. Jestem również wdzięczna wspierającym i pomagającym mi, w szczególności K. i N.


Na koniec mam malutką prośbę. Chciałabym, dla własnej satysfakcji, zyskać większą ilość czytelników i to byłoby bardzo miłe gdyby ktoś skomentował mój blog na swoim lub umieścił gdziekolwiek link. Po prostu sama nie wiem co zrobić i proszę o małą pomoc.
Z góry dziękuję.


Peace&Love
J.


3 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 170


Kiedy zostawałam sama w tym wielkim domu czułam się źle, ale zostawanie w nim z Chazem i Phoebe było chyba jeszcze gorsze. Z pewnością nie można nazwać mnie pedantem i w mojej garderobie praktycznie nigdy nie widać podłogi, co udziela się również sypialni kiedy nie ma Justina, ale mam jednak odrobinę przyzwoitości żeby utrzymywać jakikolwiek porządek w reszcie domu. Dla Chaza natomiast nie ma to najmniejszego znaczenia, co sprowadza się do tego, że mamy wieczny bałagan w kuchni i salonie. Kuchnia to kuchnia, wiadomo, że tam się gotuje i są brudne naczynia, ale salon? Dzięki niemu uwierzyłam, że tam również może być syf. Wszystkie poduszki były pościągane z kanapy, przed kominkiem leżał koc, a na fortepianie kilka szklanek i kubków. Stolik był również w opłakanym stanie. Właśnie to był mój codzienny widok. Na początku goniłam go do sprzątania, ale potem miałam już dosyć tego błagania. Zamówiliśmy raz nawet sprzątaczkę, ale nie pomogło to, bo po chwili znowu było tak samo. Postanowiłam zupełnie się tym nie przejmować i wziąć się za naukę do egzaminów. Byłam pod wrażeniem, bo dzielnie uczyłam się przez prawie cały tydzień. Chyba brak Justina i jakieś dodatkowe problemy doskonale mnie do niej motywują. Chodziłam też na te wszystkie zajęcia dodatkowe z biologii i kilka razy zostaliśmy też dłużej z Jacobem w inne dni tygodnia. Justin oczywiście denerwował się, że spędzam z nim tyle czasu, o czym powiedział mu oczywiście Chaz. Ja nigdy nie naskarżyłam na niego chociaż notorycznie łamał zakazy Justina – jeździł jego samochodami, grzebał czasem w jego rzeczach, Phoebe spędziła z nami calutki czas chociaż Justinowi nie za bardzo to się podobało. Na szczęście razem z Hanną przypomniałyśmy jej, że powinna zająć się przygotowaniami, bo była przecież szefową komitetu do spraw balu. Okazało się, że coś było nie tak z cateringiem i prawie cały dzień spędziła z telefonem w ręce szukając na szybko jakiejś firmy, która dałaby radę przygotować jedzenie dla takiego tłumu w dwa dni. Chaz poczuł się trochę urażony, bo Phoebe nie chciała od niego żadnej pomocy i kilka razy powiedziała mu, że lepiej będzie jeśli zajmie się tym osoba, która ma o tym jakiekolwiek pojęcie.
W dzień balu w domu panowało niemałe zamieszanie. Przyszedł czas na mój stres. Od rana byłam zabiegana i nie mogłam znaleźć dosłownie niczego. Całe szczęście, że Chaz grał w coś przez całą noc i wtedy spał, bo byłam przekonana, że nie raz oberwałoby mu się bez powodu. Koło 9 usłyszałam dzwonek do bramy. Myśląc, że znowu nawiedza mnie Phoebe otworzyłam jej nawet bez pytania. Jednak po chwili po drugiej stronie drzwi nie było mojej przyjaciółki, a tylko jakaś kobieta z wielkim uśmiechem.
-Niczego nie zamawiałam-powiedziałam od razu.
-Widocznie ktoś inny to zrobił-podała mi małe pudełko.-Miłego dnia-rzuciła wychodząc.
Szybko zamknęłam drzwi i wzięłam się za rozpakowywanie. Nie było to super skomplikowane, bo wystarczyło zdjąć pokrywkę pudełka. W środku była mała karteczka, a pod nią kotylion ze świeżych kwiatów, który dziewczyny zawsze mają na nadgarstkach na balu. Uśmiechnęłam się szeroko do karteczki, na której było napisane „Udanego balu. Twój Justin.”. Napisał to od ręcznie, co strasznie mnie urzekło. Nie wiedząc czy nie jest przypadkiem zajęty wysłałam mu SMSa z podziękowaniami. Potem zaczęłam zbierać jakieś drobne rzeczy do torebki, bo już byłam spóźniona do fryzjera. W drodze trochę za mocno wciskałam pedał gazu, ale na szczęście nie zaliczyłam żadnej kontroli. Na miejscu mogłam się trochę odprężyć. Spokojnie siedziałam i prawie tam zasnęła. Miła fryzjerka zrobiła mi nawet kawę. Po półtorej godziny byłam już super zrobiona. W drodze do domu rozmawiałam z Justinem, który przygotowywał się do kolejnej premiery. Parkując na podjeździe pożegnałam się z Biebsem „Kocham cię” i ruszyłam do domu. Nie miałam dużo czasu, więc w ekspresowym tempie poszłam na górę i przebrałam się w sukienkę. Oczywiście w mojej zawalonej rzeczami garderobie przez dziesięć minut szukałam butów. Tyle samo musiałam poświęcić na znalezienie torebki. Wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół sprawdzić jak ma się Chaz. Zdziwiłam się, bo schodząc po schodach usłyszałam, że nie jest sam. Kiedy zobaczyłam chłopaka, który koło niego stał myślałam, że śnię.
-Co ty tu robisz?!-krzyknęłam.
-Wy Polacy to jesteście głośni. Witacie się jakbyście mieli się zaraz pozabijać-zaśmiał się Chaz nie mając pojęcia co właśnie powiedziałam.
-Justin powiedział, że jestem zawsze mile widziany.
-Paweł, nie udawaj idioty. Mówisz to tak jakbyś wpadł tu na pół godziny, a raczej tak nie jest, prawda?
-Chciałem wam zrobić niespodziankę-uśmiechnął się delikatnie.-Niezła niespodzianka, co nie Chaz?
-No, Kasia wygląda na naprawdę zaskoczoną-zaśmiał się.
-Twoja mama o tym wie? Nasze mamy nas przez to zabiją! Zdajesz sobie z tego sprawę?
-Kaśka, nie przesadzaj. Musisz powiedzieć tylko mojej mamie, że tutaj jestem i wszystko jest okay.
-A może Paweł pójdzie z nami na ten bal? Phoebe załatwi jeszcze jeden bilet. Albo w sumie dwa, Hannah ma fajną siostrę-mrugnął do mojego kuzyna.
-Chaz, ty nic nie rozumiesz. Nie odzywaj się nawet.
-Kasia?-zapytali obaj.
Czułam się jakbym miała za chwilę zemdleć. Miałam dosyć. Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że Paweł zdecydował się przelecieć ocean bez żadnej zapowiedzi. Nie umiałam tego zrozumieć. Wiedziałam, że dostanę za to niesamowity opieprz od wszystkich. Paweł nie należy do osób najszczerszych, więc było wiadome, że pewnie nic nie powiedział swojej mamie. Był oczkiem w głowie swojej matki i już czekałam na rozmowę z nią, w której zacznie mówić, że to wszystko moja wina, bo pewnie go do tego namówiłam. Przestałam mieć ochotę na cokolwiek. Ten dzień miał być super, a w jednej chwili wszystko zaczęło się sypać. Szybko pobiegłam do sypialni i zamknęłam się tam. Od razu zadzwoniłam do Justina.
-Nie mogę teraz rozmawiać-powiedział półszeptem.
-Ja też nie mam czasu, bo zaraz mam bal-skomentowałam zirytowana.
-Co się stało?-zapytał już normalnym głosem.
-Zgadnij kto do nas przyjechał. Mała podpowiedz-sam go zaprosiłeś.
-Kasiu, powiedz co się dzieje, a nie takie zagadki mi dajesz.
-Mój kuzyn przyjechał! Paweł! Powiedziałeś mu, że jest „zawsze mile widziany” i nagle się tu pojawił. Wchodzę do domu, a on gra z Chazem na konsoli. Wiesz jakie będą z tego problemy. Jego mama o niczym nie wie i cała rodzina będzie na mnie zła. Tylko czekam na te wszystkie telefony i wyzwiska. Nie wyobrażam sobie tego wszystkiego. Powinnam już jechać na bal, ale nie mam pojęcia co robić. Ty zupełnie się tym nie przejmujesz, bo jesteś daleko, a sam go zachęcałeś żeby przyjechał. Nie masz pojęcia jaki on jest. Masz to gdzieś, a ja muszę coś z tym zrobić.
-Nie denerwuj się tak.
-Jak mam się nie denerwować?
-Szykuj się, a ja zadzwonię do Chaza.
-O tak! On na pewno coś na to poradzi. Przez cały dzień nic nie robi, a ja tylko po nim sprzątam. Wy to naprawdę jesteście jakimiś życiowymi...
-Dosyć. Naprawdę przesadzasz. Życzę ci udanej zabawy, a ja postaram się jakoś to wszystko ogarnąć.
Rozłączyłam się mając go totalnie dosyć. Łatwo było mu mówić żebym się nie przejmowała, a on sobie tam miał chodzić po jakimś czerwonym dywanie i być spokojnie w centrum uwagi. Mówiłam do siebie przez jakieś piętnaście minut. W końcu zdecydowałam, że będę miała wszystko gdzieś tak jak on. Naprawdę tego dnia miałam się bawić, a wyszło z tego niesamowite bagno. Wszystko takie niepoukładane i nie wiadomo co się dzieje. Istny chaos. W swojej pięknej sukience zeszłam na dół gdzie chłopaki spojrzeli na mnie jak na jakiegoś szaleńca. Oświadczyłam wszystkim, że wychodzę. Obaj byli jakby wstrząśnięci i nic mi nawet nie odpowiedzieli.

6 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział ! Czekam na next ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku nie spodziewałam się że Paweł przyjedzie Ale jak zwykle mega rozdział<3. Błagam cię dodaj szybko kolejny xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Dodawaj szybko kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy kolejny rozdział?
    Mam nadzieję że szybko xoxo

    OdpowiedzUsuń