Serdecznie zapraszam do czytania mojego bloga. Posty będą zamieszczane często(2/tydzień). Jeśli Wam się spodoba dodawajcie komentarze(lub wciskajcie reakcje), a wtedy będzie mi bardzo miło. Możecie również kontaktować się ze mną(dane w rubryce 'o mnie') lub śledzić na twitterze (@JnnRock). Wszystkim chętnie odpiszę ;)
Oprócz tego bardzo dziękuję za odwiedzanie i komentowanie bloga. Nigdy nie myślałam, że moje 'wypociny' przeczyta tak dużo osób. Nie jestem pewna czy jest w tym trochę mojej pasji, ale lubię pisać tego bloga. Od czasu do czasu wczuwam się w główną bohaterkę i jest to bardziej moi niż pisanie na konkursy literackie. Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz, bo dzięki nim uśmiecham się zawsze jak tu wchodzę i naprawdę daje mi to dużo wewnętrznego szczęścia, kiedy widzę choć jeden pod najnowszą notką. Gdy są trzy umieram już z podniecenia i myślę, że wolę moje trzy od trzydziestu na innym blogu, bo tutaj widzę osoby, które komentują już od pierwszych postów.
Chciałabym podziękować też osobom, które mnie inspirują, bo to dzięki nim stwarzam coraz bardziej rozwinięte i moim zdaniem ciekawsze postacie. Jestem również wdzięczna wspierającym i pomagającym mi, w szczególności K. i N.


Na koniec mam malutką prośbę. Chciałabym, dla własnej satysfakcji, zyskać większą ilość czytelników i to byłoby bardzo miłe gdyby ktoś skomentował mój blog na swoim lub umieścił gdziekolwiek link. Po prostu sama nie wiem co zrobić i proszę o małą pomoc.
Z góry dziękuję.


Peace&Love
J.


15 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 123


Było mi jakoś nieprzyjemnie po tej rozmowie z Justinem. Po co on siedział na tej siłowni? Nie chodziło mi o to, że miał wisieć ze mną cały czas na telefonie, ale chyba piętnaście minut dziennie to nie za dużo. Może po prostu tak za nim tęskniłam i dlatego byłam taka zła. W domu od razu położyłam się na kanapie dociskając do niej twarz. Zadzwoniłam do mamy aby usłyszeć czyjś głos. Oczywiście przez większą część rozmowy powtarzała, żebym dziesięć razy sprawdziła czy zamknęłam drzwi przed pójściem spać. Ktoś się jednak jeszcze mną przejmował.
-Tęsknię za wami mamusiu-powiedziałam żegnając się.
-Kaśka, jeśli coś jest nie tak to wracaj do nas.
-Wiem mamo.
Kiedy po zakończonej rozmowie z mamie odłożyłam na stół telefon, gapiłam się jeszcze na niego przez chwilę. Czekałam aż ekran zaświeci się i zacznie rozchodzić się melodyjka. Kilka razy aż mi się to przywidziało kiedy przez okno wpadało mocniejsze słońce, którego promienie padały na ekran. Lekko obrażona na cały świat wzięłam się za lekcje. Rozwaliłam się ze wszystkim na środku sypialni i próbowałam skupić się na matematyce. W godzinę opróżniłam pudełko ciastek i trochę ogarnęłam nowe wzory. Potem nie miałam ochoty na nic. Byłam głodna, więc postanowiłam przejechać się po coś do jedzenia do jakiegoś baru. Miałam na sobie wygodne dżinsy i zieloną koszulkę. Jadąc samochodem nie myślałam o niczym. Chciałam żeby czas zaczął płynąć szybciej i Justin wrócił do domu. Początkowo chciałam wziąć jedzenie na wynos, ale na miejscu zdecydował zjeść je w barze. Usiadłam przy wolnym stoliku i gapiłam się na ludzi. Każdy był z kimś, tylko ja siedziałam sama jak palec. Zrobiłam zdjęcie krzesłu naprzeciwko mnie i wysłałam je do Justina z takim samym dopiskiem jak on dzień wcześniej- „Chciałabym żebyś tu był”. Żeby nie denerwować się jego brakiem odpowiedzi wyłączyłam telefon i wcisnęłam go do kieszeni. Dokończyłam obiad, a potem wróciłam do domu okrężną drogą. Na miejscu spędziłam ponad godzinę w wannie gapiąc się w sufit. Potem przeniosłam się do łóżka i znowu gapiłam się w jeden punkt. Przypomniałam sobie o telefonie, który cały czas był wyłączony. Szybko go uruchomiłam będąc pewną, że Justin próbował już pewnie kilka razy się dodzwonić. Wyświetlił mi się tylko jeden SMS „MU2”. Co do cholery miało to znaczyć?, pomyślałam. Szybko nacisnęłam „połącz”.
-Masz chwilę?-zapytałam.
-Taa... Jak się masz?
-Dobrze. A ty?
-Też.
-Co dziś robiłeś?
-Nic szczególnego-zawahał się.-Byłem na siłowni, na zakupach jakiś z chłopakami, a teraz chillujemy.
-O co chodziło w tamtej wiadomości „MU2”?
-Też tęsknię[miss you too]-odpowiedział.
-Nie chciało ci się wcisnąć pozostałych klawiszy?-zapytałam z irytacją.
-Kochanie, przecież wiesz, że za tobą tęsknię...
-Ale nie ma czasu non stop z tobą rozmawiać kochanie-usłyszałam czyjś głos.
-Idę spać-powiedziałam udając, że nie usłyszałam słów tamtego chłopaka.-Dobranoc.
Przez jego nastawienie zrobiło mi się jeszcze gorzej. Po moim policzku spłynęła jedna samotna łza. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i zasnęłam nie pocierając twarzy.
Rano poszłam wziąć szybki prysznic. Uznałam, że już więcej nie będę do niego dzwonić jak on nie ma na to czasu i najwidoczniej ochoty. W szkole spotkałam Phoebe i spędziłam z nią długą przerwę. Nie byłyśmy same, ale jej koleżanki nie były takie złe jak wcześniej myślałam. Jedna z nich zaproponowała nawet żebym przyszła do niej, bo tego dnia przychodziła do niej kobieta od jogi, którą wszystkie uprawiały. Początkowo chciałam odmówić, bo nie przepadam za wysiłkiem fizycznym, ale potem pomyślałam, że i tak nie będę miała co ze sobą zrobić. Kiedy wróciłam po lekcjach do domu przeszukałam garderobę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. W końcu zdecydowałam się na zwykłe krótkie, czarne legginsy i obcisły czarny top. Przypomniało mi się, że miałam wziąć ze sobą matę. Wsiadłam szybko w samochód i pojechałam do sklepu ze sportowym sprzętem. Bez zastanowienie wzięłam różową matę i poszłam do kasy. W domu coś jeszcze zjadłam, a potem wzięłam torbę z rzeczami do ćwiczeń i wyszłam przed dom gdzie czekały już na mnie dziewczyny. Phoebe uznała, że nie ma sensu zawalać podjazdu Hannah, więc jechałyśmy we trzy samochodem Phoebe. W samochodzie rozluźniłam się i podśpiewywałam razem z nimi do hitów lecących w radio. Na miejscu dziewczyna zaparkowała auto pod dużym białym domem. Od razu pomyślałam, że trzeba go często odmalowywać żeby cały czas dawał tak po oczach. Po wyciągnięciu z bagażnika ekwipunku weszłyśmy do środka. Było tam również bardzo jasno. Monica czekała już na nas w salonie. Obok niej stała też szczupła kobieta w obcisłym zielonym stroju. Poszłyśmy się jeszcze przebrać i wróciłyśmy do nich. Przed ćwiczeniami wypiłyśmy jakąś dziwną herbacianą miksturę, która była po prostu obrzydliwa. Na początku czułam się trochę dziwnie kiedy miałam wyginać się w zwierzęcy sposób. Kobieta operowała przy tym dziwacznymi nazwami i cały czas przypominała nam o oddychaniu. Dziewczyny były już dobre w te klocki i wyglądały prawie identycznie jak ona, ale ja cały czas się chwiałam i nie mogłam utrzymać się w pokazanej pozycji. Było mi trochę głupio, ale nikt nie zwracał na mnie większej uwagi, bo wszystkie były w transie. Dopiero po półtorej godziny uśmiechy powróciły na ich twarze. Byłam zadowolona chociaż joga nawet mi się spodobała. Po wyjściu instruktorki usiadłyśmy jeszcze na chwilę żeby dokończyć ten niedobry, zielony koktajl. Zamieniłyśmy jeszcze kilka zdań o szkole i udałyśmy się do wyjścia.
-Co powiecie na kawę? Zaraz się porzygam jeśli nie zabiję smaku tego paskustwa-wzdrygnęła się Hannah.
-Bałam się, że to tylko mi nie smakuje-zaśmiałam się.
-Daj spokój. Chyba tylko Monica umie wypić tego więcej niż kilka łyków. My zawsze ratujemy się w Starbucksie Frappuccino-zachichotała Phoebe.
Wysiadłyśmy na chwilę do kawiarni gdzie zamówiłyśmy po kawie. Chciałyśmy załatwić wszystko jak najszybciej żeby nikt ze szkoły przypadkiem nie zobaczył nas w takim stroju. Sącząc zimny płyn przez słomki wracałyśmy do samochodu kiedy znikąd pojawił się jakiś facet z aparatem. Żadna z nas nie wiedziała co się właściwie dzieje. W pierwszej chwili zaczęłyśmy odwracać się myśląc, że ktoś albo coś jest za nami. Dopiero po chwili okazało się, że to nam robione są te zdjęcia. Zaczęłyśmy szybciej przebierać nogami. W samochodzie szybko przypięłam się pasem i obejrzałam za siebie w stronę faceta. Nie dawał za wygraną i strzelił nam jeszcze jedno zdjęcie. Z chyba niezamierzonym piskiem opon wjechałyśmy na ulicę.
-Jezu, co to miało być?-Hannah wytrzeszczyła oczy patrząc na mnie.
-Nie mam pojęcia-powiedziałam zmieszana.-Musieli z kimś nas pomylić.
-Kate, przecież jesteś dziewczyną Justina Biebera-Phoebe wywróciła oczami.-On robił zdjęcia TOBIE.
-Przepraszam-powiedziałam wywracając oczami zza ciemnych okularów próbując powstrzymać łzy.
-Spokojnie. Przecież nic się nie stało-uśmiechnęła się do mnie odwracając wzrok z drogi.-Zdarza się-zaśmiała się.
-Mam nadzieję, że nas wytną, bo te spodnie strasznie obciskają mi krocze-powiedziała poważnie Hannah.
-Annie będzie ci zazdrościć-zachichotała.
-Mam ją gdzieś. Co jeśli Jake to zobaczy?
-Uspokój się-szturchnęła ją Phoebe.
Dziewczyny już nie myślały o tamtej sytuacji i były zajęte rozmową na inne tematy, ale ja nie mogłam uwierzyć, że ten facet robił nam zdjęcia przed kawiarnią. Mogłam jeszcze zrozumieć zdjęcia przed szkołą kiedy wszyscy skądś wiedzieli, że mogą znaleźć tam mnie i może Justina. No ale żeby atakować mnie w takim miejscu. Były mi jednocześnie przykro i głupio przed dziewczynami. W pierwszej chwili chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i przycisnąć twarz do torsu Justina. Kłopot w tym, że jego tam nie było. Odstawiając mnie pod domem dziewczyny krzyknęły, że nic się nie stało i pożegnały się ze mną. Ja źle się czułam, więc widząc, że ich już nie ma pobiegłam do domu i wbiegłam po schodach na piętro. Położyłam się na łóżku i narzuciłam na siebie kołdrę. Zaczęłam płakać.

3 komentarze:

  1. Szkoda, że taki krótki rodział, czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń