Serdecznie zapraszam do czytania mojego bloga. Posty będą zamieszczane często(2/tydzień). Jeśli Wam się spodoba dodawajcie komentarze(lub wciskajcie reakcje), a wtedy będzie mi bardzo miło. Możecie również kontaktować się ze mną(dane w rubryce 'o mnie') lub śledzić na twitterze (@JnnRock). Wszystkim chętnie odpiszę ;)
Oprócz tego bardzo dziękuję za odwiedzanie i komentowanie bloga. Nigdy nie myślałam, że moje 'wypociny' przeczyta tak dużo osób. Nie jestem pewna czy jest w tym trochę mojej pasji, ale lubię pisać tego bloga. Od czasu do czasu wczuwam się w główną bohaterkę i jest to bardziej moi niż pisanie na konkursy literackie. Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz, bo dzięki nim uśmiecham się zawsze jak tu wchodzę i naprawdę daje mi to dużo wewnętrznego szczęścia, kiedy widzę choć jeden pod najnowszą notką. Gdy są trzy umieram już z podniecenia i myślę, że wolę moje trzy od trzydziestu na innym blogu, bo tutaj widzę osoby, które komentują już od pierwszych postów.
Chciałabym podziękować też osobom, które mnie inspirują, bo to dzięki nim stwarzam coraz bardziej rozwinięte i moim zdaniem ciekawsze postacie. Jestem również wdzięczna wspierającym i pomagającym mi, w szczególności K. i N.


Na koniec mam malutką prośbę. Chciałabym, dla własnej satysfakcji, zyskać większą ilość czytelników i to byłoby bardzo miłe gdyby ktoś skomentował mój blog na swoim lub umieścił gdziekolwiek link. Po prostu sama nie wiem co zrobić i proszę o małą pomoc.
Z góry dziękuję.


Peace&Love
J.


20 marca 2011

ROZDZIAŁ 57

-Pomyślałam, że chciałabyś to dostać jak najszybciej, więc ci to przyniosłam-podała mi.
-Co to?-zapytałam i zaczęłam oglądać pakunek.
Szybko zorientowałam się, że to prezent walentynkowy. Było o dość głupie, bo były one dwa miesiące wcześniej. Muszę przyznać, że było bardzo ładne. Nie czerwone i pospolite, ale różowe i ozdobione w szare artystyczne wzory. Kiedy ściągnęłam wielką kokardę i udało mi się otworzyć pudełko od razu zauważyłam zasuszoną różę. W środku były też kartki z kalendarza z pojedyńczych dni. Na każdej był napis"Przepraszam, że tego dnia Cię nie przytuliłem i nie powiedziałem jak pięknie wyglądasz. Tęskniłem i cały czas Cię kocham.-Justin". Była ich tam cała masa, a w datach znalazłam, że to dni od naszego rozstania do Walentynek czyli ponad 150 sztuk i na każdej ręcznie napisany napis. Mama spojrzała na mnie pytająco.
-To od Justina. Wychodzi na to, że na Walentynki-powiedziałam-trochę się spóźnił.
-Właściwie to podobno przyszło wcześniej, ale na nasz stary adres. Potem ci ludzie, którzy tam mieszkają oddali to na pocztę i tyle czasu to szło.
-Poczta Polska jest najlepsza-powiedziałam z przekąsem.
-Czy to znaczy, że do siebie wrócicie?
-Sprawdzimy-powiedziałam.
Po prostu musiałam mieć to z głowy. Wzięłam szybko prysznic, ubrałam czyste ubranie i z pudełkiem w ręku poszłam na przystanek. Jadąc cała się trzęsłam. W końcu byłam w hotelu. Najpierw zapukałam do Cathlin, ale nie było jej w pokoju. Kiedy do niej zadzwoniłam powiedziała, że jest z chłopakami w restauracji i, że jakby co Justina nie ma z nimi, bo jeszcze śpi. Miałam wielkie szczęście, że nie musiałam nikogo wypraszać ani nic. Szłam pewnie korytarzem i delikatnie zapukałam do drzwi. Kiedy usłyszałam "proszę" weszłam.
-Nie ma ich. Są na dole-powiedział bez wyrazu.
-Przyszłam do ciebie-wyciągnęłam zza pleców pudełko-dostałam je rano.
-Może i rano, ale dwa miesiące temu.
-Przeprowadziłam się, w było nadane na stary adres. Dziś dała mi je mama i dziś je otworzyłam. Nieźle się napisałeś-zaśmiałam się.
-Przyszłaś się ze mnie śmiać? Głupi Bieber wypisał dwa długopisy. To już nieaktualne.
-Daj spokój! Chciałam ci powiedzieć, że bardzo cię za wszystko przepraszam i bardzo mi przykro, że dla ciebie to "nieaktualne", bo u mnie nic się nie zmieniło. Ja nadal...
-Co nadal? Co nadal?-mówił niemiłym głosem.
-Kocham cię!-krzyknęłam-a myślałeś, że dlaczego od razu tu przyjechałam.
-Kłamiesz!
-Nie krzycz na mnie i sam nie kłam. Leć do tych swoich dziewczyn z podstawówki, bo ja już skończyłam. Wiem, że dobrze wtedy zrobiłam, bo jesteś okropny. Myślałeś, że jak urządzisz mi urodziny z marzeń to oddam ci się w nocy czy co? Kiedy ci powiedziałam czego ja wymagam ty się od razu wycwaniłeś, a potem wysłałeś mi po pół roku te głupie pudełko-rzuciłam je na łóżko-wsadź je sobie. Nie kupisz mnie prezentami-wyszłam i trzasnęłam drzwiami.
-Powiedz, że mówisz prawdę-złapał mnie za ramiona w korytarzu i popatrzył w oczy.
-Nigdy nie kłamię.
-Porozmawiamy chwilę? Proszę.
-Masz pięć minut. Tutaj i teraz.
-Te dziewięć miesięcy to był koszmar. Marzyłem żebyś wróciła. Po cichu liczyłem, że ty się odezwiesz, ale stwierdziłem, że to ja muszę coś zrobić. Obawiałem się twoich słów, więc wysłałem ci paczkę. Wiem, że to było głupie-nawijał jak katarynka.
-Skończ! Przejdź do szczegółów-przerwałam mu słowotok i zbliżyłam swoją twarz do jego na odległość trzech centymetrów.
-Proszę wróć do mnie. Kocham cię.
Wtedy pocałowałam go. Nagle wszystkie negatywne emocje odpłynęły. Przez tą chwilę czułam jakbyśmy nigdy nie przestali być razem. Cała się zapłakałam co było mi bardzo potrzebne. Potem on wziął mnie na ręce i jak dziecko zaniósł do pokoju na łóżko. Od razu usiadłam i przytuliłam się do niego. Tak bardzo brakowało mi tego. Jego zapach aż piekł mnie w nos jak narkotyk, od którego przez dziewięć miesięcy byłam na odwyku. Chciałam brać coraz więcej. Powiedziałam sobie w myślach, że zostanę w tym momencie już na zawsze. Jednak wiadomą jest, że nic nie trwa wiecznie i ta chwila zostanie nam przerwana. Do pokoju weszli nagle wszyscy. Wspólnie spojrzeliśmy na nich i zobaczyliśmy ich uśmiechy. To sprawiło, że też od razu się uśmiechnęłam i podeszłam do Ryana. Spojrzałam mu w oczy i podziękowałam za wszystko, bo gdyby nie powiedział mi tego wszystkiego nie uwierzyłabym pudełku. Po chwili stania jak słupy soli powiedzieli, że chyba pójdą do Cathlin na chwilkę. Wtedy zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziałam mu o filmie, o szkole, o Alexie. Był cały czas we mnie wpatrzony co sprawiało, że się rozpływałam. Potem wypytałam go co działo się u niego i o to co właściwie było między nim, a tymi dziewczynami, o których plotkowano, że się z nim spotykają. Powiedział, że to wszystko były kłamstwa i, że cały czas liczyłam się tylko ja. Był słodki. W pewnym momencie przypomniałam sobie o tym, że on przecież jeszcze dziś nic nie jadł i od razu kazałam mu zadzwonić po jakieś jedzenie. Na początku opierał się, ale kiedy naleśniki były już w pokoju jadł aż mu się uszy trzęsły. Nie wiem jak to możliwe, bo myślałam, że na całe życie zostanie mi dziura w sercu po tych dziewięciu miesiącach, ale kiedy patrzyłam tak na niego to już o tym zapomniałam. Liczyła się tylko teraźniejszość. Zbliżała się 15 i nagle do pokoju weszła Pattie i Kenny. Zastali nas leżących na łóżku i oboje wyglądali na bardzo zdziwionych.
-Za 10 minut masz być gotowy i jedziemy-powiedziała Pattie-Kasiu, pojedziesz z nami, bo musimy porozmawiać.
Po jej słowach, które były całkowicie bez wyrazu nie wiedziałam czego się spodziewać. Jednak odmówić nie mogłam. 10 minut później byliśmy już w drodze.

2 komentarze:

  1. aż się uśmiechnęłam kiedy przeczytałam ten rozdział (:

    OdpowiedzUsuń